Jak zaprojektować identyfikację wizualną, gdy nie znasz branży? Case study z rękodzieła
Nie trzeba znać każdej branży, by dobrze zaprojektować jej wizerunek. Trzeba ją poczuć — zrozumieć emocje, wartości i detale, które ją tworzą.
Ten projekt udowodnił mi, że czasem najpiękniejsze pomysły rodzą się z… chwilowej „ciemności”.
KONSULTACJA — pierwsze spotkanie z nieznanym światem
Często mówię, że w rozmowie z klientem o jego marce już po kilku minutach widzę oczami wyobraźni, jak powinna wyglądać jej identyfikacja.
Ale tym razem było inaczej.
Temat: rękodzieło.
Brzmi znajomo — sama lubię twórcze zajęcia, haft czy ceramikę. Jednak to, czym zajmuje się moja klientka, było dla mnie czymś zupełnie nowym.
Tworzy ikony pisane ręcznie (tak, pisane, nie malowane!) metodą staro ikonopisarską w stylu XVII wieku. Każda ikona powstaje przez kilka miesięcy, z użyciem naturalnych pigmentów i drewna lipowego. Do tego dochodzą miniatury na papierze oraz spersonalizowane kartki okolicznościowe na zamówienie — każda inna, każda jedyna.
Kiedy zobaczyłam te prace, poczułam ogromny respekt i onieśmielenie. Wiedziałam, że projekt musi oddać duchowość, precyzję i spokój, a jednocześnie ciepło i pasję tej artystki. Ale jak to zrobić, nie znając tej branży od środka?
PROCES — od pustki do pomysłu
Zaczęłam od standardowego researchu. Większość marek w tej niszy korzystała z mocnych symboli chrześcijańskich — krzyży, prostych kolorów, klasycznych fontów. Nie chciałam iść tą samą drogą — wiedziałam, że marka mojej klientki potrzebuje więcej światła, delikatności i charakteru.
Ale przez dłuższą chwilę miałam w głowie tylko jedno zdanie, które idealnie oddawało to, co czułam (cytując klasyka):
„Ciemność, widzę ciemność!”
Ten moment bez pomysłu, gdy wiesz, że coś ma ogromny potencjał, ale jeszcze nie potrafisz tego uchwycić — zna chyba każdy twórca.
I właśnie wtedy, przeglądając ponownie prace artystki, zauważyłam coś, co zmieniło cały kierunek projektu: złote aureole. Delikatne, błyszczące, ale nie krzykliwe. Zawsze obecne i wyróżniające się na tle całej ikony w naturalnych, ziemistych odcieniach.
To był moment przełomowy. Zrozumiałam, że aureola stanie się kluczem — symbolem światła, skupienia i duchowego piękna.
PROJEKT — balans między duchowością a codziennością
Choć twórczość mojej klientki głęboko łączy się z duchowością, logo nie mogło być zbyt „religijne”. Zależało nam, by zachować subtelne odniesienie do tradycji i sacrum, ale jednocześnie nie zamknąć marki tylko w tym jednym kontekście.
Artystka tworzy również kartki okolicznościowe na różne, często świeckie okazje — urodziny, podziękowania. Dlatego w projekcie postawiłam na symbolikę światła, spokoju i harmonii, która może towarzyszyć zarówno twórczości sakralnej, jak i tej bardziej codziennej.



Kolorystyka również była kluczowa. Zależało mi, by nawiązywała do barw używanych w jej pracach, ale jednocześnie budziła emocje ciepła, radości i spokoju.
Ziemiste tony, złamana biel, odcienie beżu i oliwki stworzyły naturalną paletę, która — mimo prostoty — ma w sobie głębię i miękkość.
Równie ważne było to, gdzie ta identyfikacja będzie żyła. Logo i kolory musiały dobrze prezentować się na elementach pakowania — etykietach, kartkach czy naklejkach, ale też w przyszłości pasować do profilu w mediach społecznościowych, gdzie artystka planuje prezentować swoje prace.
WYNIK — marka, która emanuje spokojem i autentycznością
Finalny projekt idealnie odzwierciedla charakter marki tj. ciepło, empatię i autentyczność, zbudowaną wokół twórczości, która zachwyca detalem, a jednocześnie daje odbiorcy poczucie bliskości i spokoju.
A reakcja klientki? Bezcenne potwierdzenie, że poszliśmy we właściwym kierunku. Szczególnie zachwycił ją oliwkowy odcień — zanim jeszcze zdążyła mi odpisać po wysłaniu brand boardu, napisała, że kupiła pigment w identycznym kolorze.
I to był ten moment, w którym obie wiedziałyśmy, że projekt jest „jej” w stu procentach.